Wpisy

  • wtorek, 18 października 2011
    • Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy

      "Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy" Jeana Hatzfelda to książka, której lepiej byłoby nie przeczytać... tyle, że nie przeczytać jej nie wolno.

      W 1994 roku w Rwandzie rozpoczęły się czystki etniczne. Hutu zaczęli mordować Tutsi. Przez dziesięciolecia mieszkali obok siebie, byli dobrymi sąsiadami. Ich dzieci chodziły razem do szkoły, oni pomagali sobie, przyjaźnili  się, robili interesy. Gdzieś pod skórą tlił się jednak konflikt, ci bardziej wyczuleni widzieli jego symptomy. Aż pewnego dnia Hutu pod wodzą ekstremistycznej policji, chwycili za maczety i dzidy i zaczęli mordować. Proces ludobójstwa trwał kilka tygodni. W opisywanej przez autora prowincji z każdych sześciu Tutsi masakrę przeżył jeden...

      To książka, która każe na nowo stawiać pytania, które znamy... Do czego zdolny jest człowiek... Czy idąc do "pracy" - jak określały to same ofiary - polegającej na mordowaniu - nadal pozostaje człowiekiem? Jeśli nie, to kim jest? Kim są dla niego jego ofiary? Czy przestają być ludźmi, stają się zwierzyną łowną, jak mówi jedna z bohaterek? Co sprawia, że zwykły rolnik jest w stanie ćwiartować maczetą kobiety i dzieci, starszych i niemowlęta? Że proszony o łaskę szybkiej śmierci odrąbuje ręce i nogi i pozostawia ofiarę na śmierć? Że przecina brzuchy ciężarnym kobietom? Że oblewa dzieci benzyną i podpala?...

      Wywiady Hatzfelda są niezwykłe, bo przeprowadził je z tymi, którzy ocaleli, dla których życie rozpadło się na trzy różne życia, to przed, to w trakcie i to po... Jedna z bohaterek mówi: "jeśli ktoś stamtąd wrócił, wrócił z podróży do nagości życia". Nigdy tego nie zrozumiemy, ale dzięki tej książce możemy na chwile zbliżyć się do tej tajemnicy.

      Joanna Mucha

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (44) Pokaż komentarze do wpisu „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joanna.mucha
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 października 2011 10:16
  • piątek, 30 września 2011
    • Thirteen Women – Inside New Hampshire’s Female Majority Senate

      "Spotkaj trzynaście niezwykłych kobiet" – zachęca reklama na okładce. "Trzynaście kobiet" to pierwsza z serii książek opisujących polityczki w stanie NH. Ten mały stan w USA stał się przedmiotem zainteresowania ogólnokrajowych mediów w 2009 roku, kiedy po raz pierwszy w historii USA kobiety uzyskały większość w wybieralnym gremium na poziomie stanu. 13 kobiet – 11 Demokratek i 2 Republikanki w 2009 roku w 24-osobowym Senacie stanowym uzyskały 1 głos przewagi. "Przełom", "polityczny matriarchat" - pisały media. Oczy całej Ameryki skierowały się na nieomal najmniejszy i najmniej zaludniony stan, który jak w soczewsce pokazał ogólnoswiatowe zjawisko "wzbierającej fali" kobiet maszerujacych po władzę..

      Kilka tygodni temu miałam okazję zwiedzać budynek parlamentu NH, który jest umiejscowiony, jak cała stanowa administracja, w Concorde, tuż obok dużo większego i znanego miasta Manchester NH. W USA często administracyjne centra są umieszczane w małych, a przynajmniej nie największych miejscowościach stanu. Siedziałam w fotelach senatorek  i nawet zamieniłam parę słów z jedną z bohaterek książki - demokratką Marthą Fuller Clark. Ksiązka jest niewielka i opisuje sylwetki wszystkich 13 kobiet. Jak weszły do polityki, jakie są ich motywacje, co myślą, co jest dla nich ważne. Przez wszystkie rozdziały przebija teza, że kobiety w polityce różnią się poglądami, temperamentem, stylem ubierania, ale łączy je podejście do człowieka i gotowość do współpracy, zadaniowa postawa, nastawienie na rozwiązanie problemu, które jest silniejsze niż podziały polityczne.

      To pewnie obraz trochę wyidalizowany - ale też jest w tym opisie ziarno prawdy pasujące do polskiej sceny politycznej - większość kobiet jednak jest nastawiona na wspólpracę. Ciekawe, kiedy polskie parlamentarzystki zdobędą większość w jednej lub drugiej izbie, i czy wtedy napiszemy o nich książkę?

      Agnieszka Kozłowska-Rajewicz

      Michaeline Della Fera, Thirteen Women. InsideNew Hampshire’s Female Majoraty Senate. L&L Dreamspell, 2010

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Thirteen Women – Inside New Hampshire’s Female Majority Senate”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kozlowska.rajewicz
      Czas publikacji:
      piątek, 30 września 2011 20:33
  • niedziela, 18 września 2011
  • środa, 14 września 2011
    • Ludzie na walizkach

      Nie jestem szczególnym miłośnikiem książek pisanych przez gwiazdy mediów. Na świecie jest zwyczajnie zbyt wiele interesujących pozycji by marnować czas na produkcje firm wizerunkowych, które spisują narcystyczne opowieści, fantasmagorie i inne objawienia telewizyjnych postaci. Nie do końca byłem przekonany zresztą do książek Szymona Hołowni bo i jego medialne zaangażowanie w telewizyjne programy o tańczeniu i śpiewaniu skłaniały mnie do przekonania, że oto objawił się nowy Krzysztof Ibisz dla bardziej wymagającej publiczności. Z takim nastawieniem podszedłem do książki „Ludzie na walizkach”, która ze względu na niewielka objętość miała mi umilić podróż na trasie Toruń-Warszawa. Już pierwsze strony uświadomiły mi, że mam do czynienia z książką wyjątkową, głęboką, przejmującym zbiorem rozmów o cierpieniu i śmierci. 


      Ludzie na walizkach to zbiór rozmów z osobami, które obcują ze śmiercią i ludzkim cierpieniem, obcują tak często, że potrafią o nich mówić w sposób prosty zwyczajny, tak jakby śmierć i cierpienie były z nimi zaprzyjaźnione. „Ludzie na walizkach” pokazują świat ludzi przygotowanych na spotkanie ze śmiercią, własną śmiercią, śmiercią osób, które kochają, czy też osób, o których zdrowie i życie zawodowo się troszczą. Śmierć i cierpienie to tematy wstydliwe i mało medialne, zwłaszcza gdy śmierć przychodzi powoli, puka do drzwi, daje się poznać z różnych stron na swój sposób oswajając kolejne ofiary. Mnie zwyczajnie rzadko przychodzi refleksja o śmierci, życiu i cierpieniu. Codzienność jest zapchana pierdołami. Nie ma na to czasu, bo trzeba jechać na spotkanie, są sejmowe komisje, wywiady, partyjne spędy, kolejne spotkanie, telefony, rachunki, zakupy, gazety, znowu telefony…..sam rzadko myślę o życiu, w ogóle rzeczy ważne o ile nie są pilne zeszły na drugi plan, bo show must go on!  Koszmar.


      Mimo, że śmierć i cierpienie przewija się na wszystkich kartkach „Ludzi na walizkach” to prowadzone rozmowy są w zasadzie apologią życia, każdego momentu istnienia, faktu bycia z bliskimi. Ludzie żyjący intensywnie często jednak zatracają hierarchię tego co jest rzeczywiście ważne i istotne i tracą życie na sprawny banalne i głupie. Książkę powinno się czytać z kościelnej ambony, bo trudno mi sobie wyobrazić lepsze i mądrzejsze wyznanie miłości do Boga, niż kogoś kto został przez niego tak boleśnie doświadczony.


      Dla mnie „Ludzie na walizkach” to więcej niż książka. To pozbawiona nadmiernego patosu gloryfikacja życia, którego wartość potrafią docenić tylko ci, którzy czują, że jest im ono już odbierane. Świadomość nadchodzącego kresu powoduje, że zaczynamy doceniać te skrawki czasu, jakie nam pozostały. Książka jest przejmująca i wzruszająca. Polecam ją wszystkim, którzy czują, że opuściło ich w życiu szczęście, koledzy wystawili do wiatru, a życie to pasmo klęsk i zwykłe odliczanie dni do śmierci. W sumie trzy i pół godziny czytania, 29 zł to stosunkowo niska cena, żeby na nowo pokochać życie i uświadomić sobie, co w nim jest najważniejsze. 
      

      Grzegorz Karpiński

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Ludzie na walizkach”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grzegorz.karpinski
      Czas publikacji:
      środa, 14 września 2011 11:20
  • niedziela, 04 września 2011
    • Prowadzący umarłych

      Wśród książek przeczytanych w ostatnich kilku miesiącach najbardziej poruszyła mnie „Prowadzący umarłych” Yiwu Liao. To książka chińskiego dysydenta, zbiór wywiadów z prostymi ludźmi, z mężczyzną prowadzącym szalet miejski, z handlarzem ludźmi, ze śpiewakiem ulicznym, czy w końcu z mężczyzną zajmującym się transportem zwłok miedzy kantonami, tytułowym prowadzącym umarłych.

      Czytelnika pochodzącego z naszego kręgu cywilizacyjnego książka ta przenosi na inna planetę. Przeprowadzając wywiady autor pyta swoich rozmówców nie tylko o to, co czuja, myślą, robią dzisiaj, ale również o to, jak wyglądało ich życie. Dzięki temu poprzez opowieści prostych ludzi poznajemy pełne okrucieństwa ostatnie kilkadziesiąt lat historii Chin. Przeczytamy o potwornym głodzie i kanibalizmie, o okrucieństwie pierwszych lat komunizmu, o przypadkowości śmierci, okaleczeniach i fizycznych oraz psychicznych torturach. O spaleniu na stosie kobiety podejrzewanej o trąd. O więzieniach, zakazach, strachu i terrorze. O tym, jak człowiek przestaje być człowiekiem.

      Wychodzimy z tej książki potwornie wstrząśnięci tak, jakby ktoś pokazał nam tę najgorszą stronę człowieczeństwa. Zastanawiamy się, czy jest możliwe, by przekroczyć wszystkie granice, które dzielą świat ludzi od świata zwierząt... I na pewno inaczej patrzymy na społeczeństwo chińskie, pokaleczone i obolałe po wielu latach Zła.

      „Prowadzący umarłych” to książka, której nie można będzie nigdy zapomnieć. Polecam ją wszystkim czytelnikom o mocnych nerwach.

      Joanna Mucha

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Prowadzący umarłych”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joanna.mucha
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 września 2011 22:06
  • sobota, 03 września 2011
    • Tamten człowiek

      Chodziłam do liceum w końcówce lat 80. Dzisiejsze pokolenie studentów i licealistów żyje w bardzo odmiennej rzeczywistości. W drodze powrotnej ze szkoły zawsze zachodziłam do księgarni, aby wziąć udział w powszechnym wtedy polowaniu na książki, które były niemożliwie tanie - przeważnie tanie wydania światowej literatury w miękkiej okładce i na byle jakim papierze – ale z reguły niedostępne. Nie wiem ile egzemplarzy docierało do księgarni – zawsze za mało, by kupili wszyscy chętni. Ale ja w polowaniu na książki byłam bardzo dobra i po kilku latach w moim pokoju były całe półki nowo zakupionych książek. Nie nadążałam ich czytać.

      Książki gromadzili też moi rodzice, więc jak przyszło mi do  coś poczytać, mogłam myszkować po półkach i zawsze znalazłam coś odpowiedniego do chwili. Właśnie tak odkryłam jedną z najpiękniejszych książek w moim życiu – mały tomik prozy poetyckiej pt. „Tamten człowiek”.  Nie wiem czy zdarza Wam się czasami natknąć na książkę, która porusza najczulsze struny duszy i powoduje emocjonalny wstrząs. Mnie zdarzyło się to tylko kilka razy, po raz pierwszy czytając wspomniany tomik autorstwa, jeśli dobrze pamiętam, Andree Chedid.

      Fabuła jest prosta i pamiętam ją słabo: człowiek (turysta?) przysypany przez trzęsienie ziemi, lub z innych powodów uwięziony pod ziemią, bez wody i żywności, i siedzący na powierzchni starzec, który przez siedem dni rozmawia z nim, nie może zrobić nic więcej, ale właśnie ta obecność jest kluczową sprawą decydującą o przetrwaniu przysypanego. Siedmiodniowa rozmowa z nieznajomym pozwala mu odkryć sens i chęć życia. Stary człowiek na powierzchni jest jedyną nicią trzymającą przy życiu bohatera książki. Stary człowiek kocha życie i wyraża to w każdym zdaniu mówionym lub śpiewanym. Jest w nim więcej pasji  i niewymuszonej afirmacji świata niż w przysypanym turyście. Jego pasja i miłość, intensywne odczuwanie świata nie wynika z jakichś szczególnych bodźców zewnętrznych, szczególnych okoliczności ani ekscytującej aktywności zawodowej. Starzec czuje otaczający świat tak mocno, że nawet teraz, kiedy po latach myślę o książce, czuję przypływ silnych emocji. Jest pogodzony ze sobą i piękny, harmonijny, szczęśliwy.  Nie tęskni za przeszłością ani za przyszłością. Jest we właściwym miejscu i czasie. Wszystko do siebie pasuje.  Gorąco polecam tę książkę, wydaną po raz pierwszy w 1969 roku. Ni to proza, ni to wiersz. Chwyta za serce i wywołuje gwałtowna tęsknotę za zmianą.

      Dziś z perspektywy czasu mam wrażenie, że ludzie w naszej kulturze zachodu  spędzają większość życia na jakiejś szalonej karuzeli, z której niczego nie można zobaczyć ani poczuć, z wyjątkiem powierzchownych lęków i ulg wywołanych wirem. Większość żyje daleko od życia, jak przysypany ziemią człowiek w książce Andre Chedid. 

      Agnieszka Kozłowska-Rajewicz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Tamten człowiek”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kozlowska.rajewicz
      Czas publikacji:
      sobota, 03 września 2011 02:30
  • środa, 31 sierpnia 2011
    • Kozłoteka rusza!

      Szanowni Czytelnicy!

      Kozłoteka rusza! Kozłoteka to magiczne 30m w wieżowcu przy ulicy Wiejskiej. Przez ponad rok stacjonowała tam Mucha, ostatnio natomiast oddelegowano w to miejsce Kozłowską-Rajewicz, której nazwisko rodowe kojarzy się z trochę większym i bardzo upartym zwierzęciem. 

      Kozłoteka jest miejscem spotkań i najciekawszych na świecie rozmów. Chcieliśmy częścią tych rozmów podzielić się z Państwem.

      Będziemy pisać o tym, na co nam strasznie i okrutnie brakuje czasu, o tym, za czym tęsknimy i co szanujemy najwyżej, kiedy już nam się przydarza: o książkach.

      Książki będą różne i będzie ich zapewne kilka w miesiącu. A nas jest troje, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Joanna Mucha i Grzegorz Karpiński. Pilnie poszukujemy d'Artagnana!

      Bądźcie z nami i piszcie z nami o książkach! Przyjemności!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kozłoteka rusza!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      joanna.mucha
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2011 11:04
    • Pomocy, jestem tatą - posłem

      No to zaczynamy. Wakacje formalnie jeszcze trwają, więc o wakacyjnej lekturze na jeden wieczór. Wyjątkowej. Dlaczego? Bo można ją czytać razem, na głos z żoną/partnerką, dobrze się przy tym bawiąc.

      Często zastanawiałem się, ilu rodziców kilkuletnich dzieci, pracujących często poza miejscem zamieszkania lub tak długo w miejscu zamieszkania, że dziecko widzą rano i wieczorem uważa się za złych ojców lub niedostatecznie dobre matki? U ilu z nas pojawiła się myśl, że cena za sukces zawodowy, jaki płacą nasi najbliżsi jest zbyt wysoka? Z tej perspektywy, cudownie, że można wziąć do ręki książkę „Pomocy, jestem tatą! Czyli jak być dobrym ojcem i nie osiwieć zbyt szybko” Leszka K. Talko i przekonać się, że osób podobnie myślących, o podobnych rozterkach jest więcej. Leszek Talko przyzwyczaił nas w poprzednich swoich felietonach i książkach, że o codziennym życiu można opowiedzieć ciekawie, z olbrzymią autoironią i świetnie skonstruowanym dowcipem. Nie inaczej jest przy lekturze „Pomocy, jestem tatą..”. Czytając, śmialiśmy się z Żoną do rozpuku o mały włos nie powodując wypadku samochodowego (tak, tak czytaliśmy w drodze do Sopotu, jadąc autostradą – jeszcze dwa miesiące i będziemy jechać z Torunia).

      Co znajdzie czytelnik w książce Talko? 66 rozdziałów opisujących wydarzenia lub dni z bycia ojcem, które jak sądzę większość z nas doświadczyła: od poszukiwania opiekunki, przez podróże z dzieckiem samochodem, po problem spędzania weekendu (w Toruniu nie ma IKEI hahaha). Czytając tę książkę mieliśmy wrażenie, rozmowy z kronikarzem naszych relacji z naszą czteroletnią córką. Ale najlepsze było zakończenie. Muszę zacytować „Milton Friedman powiedział, że nie ma czegoś takiego jak darmowy lancz. I nie ma czegoś takiego jak darmowa miłość. Ona bardzo wiele kosztuje. Bycie tatusiem jest najtrudniejszą i najgorzej płatną robotą, jaka kiedykolwiek mieliście. Ale wiecie… warto”. A jeśli ktoś myśli, że to infantylna książeczka, to polecam zakończenie rozdziału 64, ale podkreślam: warto czytać ja razem, najlepiej jako uzupełnienie książek z serii „pierwszy rok życia dziecka”, „drugi i trzeci rok życia dziecka”. Tylko nie udawajcie, że nie czytaliście. O takim udawaniu Talko też pisze. O poważniejszych tytułach z wakacji w następnej odsłonie.

      Grzegorz Karpiński

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pomocy, jestem tatą - posłem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      grzegorz.karpinski
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2011 11:02